Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Lęk

Mój avatar

archiwum

    2012
    Styczeń
    2011
    Lipiec
    2010
    Styczeń
    2009
    Grudzień
    Listopad
    Październik

linki

    http://www.blogroku.pl/jemens,gw7qv,blog.html

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 5506 osób

Opowieści by Jemens

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Zostawili już swój ślad 3
  2. Zostaw i ty swój ślad


  3. Zbiór opowiadań, po prostu.


Lęk

- Możesz przestać? Mam już tego dosyć!
Poeta przerwał rozpoczętą balladę i spojrzał niepewnie na krasnoluda. Znał temperament brodatych nieludzi, dlatego posłusznie odłożył lutnię. Po chwili jednak przypomniał sobie o międzynarodowym prawie, które chroniło wszystkich uznanych artystów, podniósł więc instrument i ponownie rozpoczął pieśń.
- Możesz przestać? - powtórzył krasnolud. - Mam już dość tych twoich ballad miłosnych. Czy naprawdę nie potrafisz zaśpiewać czegoś innego?
- Każdy szanujący się artysta powinien śpiewać o miłości, Khalemie - żachnął się trubadur - O kochaniu, zdobywaniu i poświęceniu. Tak najłatwiej trafić do serca kobiety, a potem do jej łóżka.
- Zauważ poeto od siedmiu boleści, że jest tu tylko jedna kobieta, która w ogóle nie zwraca uwagi na twoje zawodzenia.
Artysta spojrzał na piękną czarodziejkę, siedzącą na pobliskim kamieniu i patrzącą z ciekawością na swoje paznokcie. Nosiła obcisłą zieloną tunikę, uwydatniającą jej kobiece atrybuty, wysokie skórzane buty i długi ciemny płaszcz. Masz rację, pomyślał. Niektóre kobiety są nie do zdobycia. A niektórych należy się wystrzegać jak ognia.
- Gdzieś jednak trzeba ćwiczyć - powiedział bard i uderzył palcami o struny.
- To idź ćwiczyć gdzie indziej - odrzekł Khalem. - Cały dzień słyszę o panienkach, wyzwolonych przez rycerzy w złotych zbrojach, które zakochały się od pierwszego wejrzenia w swoim wybawicielu i poszły się z nim chędożyć. Ile można…
- Dobrej sztuki nigdy za wiele - burknął artysta i odszedł.
Krasnolud westchnął ciężko.
- Przypomnij mi, Yanno, dlaczego nie mogę mu skopać tyłka - zwrócił się do czarodziejki, która z namaszczeniem przeczesywała swoje złociste loki.
- Nie możesz - odpowiedziała miękkim, miłym głosem - ponieważ zabrania tego międzynarodowe prawo. Jeśli artysta jest wpisany do rejestru i regularnie płaci składki na rzecz Stowarzyszenia, ma zapewniony immunitet. Może też napisać balladę, w której opisze cię w bardzo złym świetle. Ludzie szybko chłoną informacje przekazywane przez trubadurów, dlatego najpewniej wylądowałbyś albo w rynsztoku, albo w więzieniu.
- Po jaką cholerę wzięłaś go na tę wyprawę? Tylko przeszkadza i opóźnia marsz.
Spojrzała rozmarzonymi oczyma przed siebie, uśmiechnęła się lekko i odparła:
- Szuka natchnienia.
- Mógł tego całego natchnienia szukać w objęciach cycatej kobiety w byle jakim zamtuzie, jak większość poetów. Albo zalać się na umór w dowolnej oberży i tam odnaleźć sławę i bogactwo. Nie na niebezpiecznej wyprawie.
- Artyści to ekscentrycy, mają swój świat i swoje zachcianki.
- W moich rodzinnych stronach takie osoby nazywa się zwyczajnie idiotami. A takim wystarczy skórę przetrzepać, żeby wiedzieli, gdzie ich miejsce. Czas zrobić porządek z jego ekscentryczną rzycią.
- Immunitet - ucięła. - Powinniśmy ruszać - dodała po chwili.
Krasnolud kiwnął głową i odwrócił się. Z politowaniem popatrzył na barda, śpiewającego do jedynego na polanie drzewa.
- Ej, ty tam, piejący do natury - wykrzyczał Khalem. - Kończ swoje amory, idziemy.
Bard zakończył balladę skomplikowanym akordem, dumnie uniósł ręce i ukłonił się. Zamiast oklasków i okrzyków usłyszał rechotliwy śmiech Khalema, który obserwował poczynania trubadura. Artysta nie przejął się docinkami ze strony krasnoluda, poprawił oliwkowy kapelusz i rozejrzał się po okolicy, aby dobrze zapamiętać każdy najmniejszy szczegół.
Znajdowali się na łące w rozległej dolinie, otoczonej zewsząd stromymi zboczami gór. Polana płonęła tysiącem kolorów, woń kwiatów oszałamiała słodyczą, gdzieniegdzie słychać było brzęczenie owadów i szaleńczy świergot, chociaż bard mógłby przysiąc, że nie widział do tej pory ani jednego ptaka. Masywne, rozłożyste drzewo królowało ponad innymi roślinami, chroniło młode pędy przed żarem i spiekotą. Środkiem doliny przebiegała wydeptana ścieżka, łącząca dwie leżące naprzeciw siebie przełęcze. Pięknie tu, pomyślał, ale i niebezpiecznie. Przypomniał sobie walkę z trzema potworami, stoczoną niedawno w podobnej scenerii. Co prawda Khalem bez trudu poradził sobie z przeciwnikami, co prawda Yanna sprawdziła, czy kolejna polana jest bezpieczna, ale mimo to trubadur rozważnie stawiał każdy krok i uważał na każdy ruch.
- Idziemy - zakomenderowała czarodziejka. - Nie ociągać się, mamy mało czasu.
- Mało czasu do czego? - zapytał Khalem. - Może łaskawie nam powiesz, do czego jestem ci potrzebny, bo jakoś nie raczyłaś mnie poinformować.
- Nie raczyłeś wcześniej spytać - syknęła Yanna. - Ruszcie się.
Krasnolud zaklął w obcym języku, ale poeta domyślił się, do jakich kobiet porównał czarodziejkę.
Szli jarem pośród gęstego lasu. Słońce z trudem przenikało przez korony drzew, lekki wiatr poruszał liśćmi. Dookoła panowała cisza.
Panowała, dopóki bard nie zaczął kolejnej ballady miłosnej.
- Skończ albo to będzie ostatnia pieśń w twoim życiu! - wybuchnął krasnolud. - Na wszystkich bogów, ileż można!
- Drogi Khalemie - odrzekł bard, nie przestając grać na lutni. - Poezja jest jak wielki ocean, a każda pieśń, ballada czy wiersz to tylko odrobina wody, przyniesiona w rękach przez osoby takie jak ja, i podana, aby każdy mógł jej zakosztować. Im więcej wypijesz, tym jesteś bliżej doskonałości. Ludzie wymyślają sobie bogów, którym oddają cześć, demony, których się boją i unikają jak ognia. Nie są jednak w stanie pojąć, że to wszystko wytwór ich wyobraźni, zła interpretacja cząstki przekazanej przez poezję.
- Bzdura! To bogowie zsyłają poezję, a nie odwrotnie. Dlaczego miałbym wierzyć wam, poetom? Cały czas śpiewacie o chędożeniu we wszystkich możliwych miejscach, na sianie, w bramie, u sąsiadki, wszędzie!
- Ha! - zaśmiał się trubadur. - Widać, że słuchasz tych pseudoartystów, przygrywających na wiejskich weselach. Poezja to nie jakaś zwykła opowieść. Niesie ze sobą coś ponadczasowego, uniwersalnego, ideę trwającą wieki. Poza tym powinna przekazywać emocje, oddziaływać na słuchaczy, pobudzać w nich najskrytsze pragnienia. Dlatego pieśni o zaspokajaniu instynktów w starym, opuszczonym młynie nie zaliczyłbym do poezji.
- Pogubiłeś się - włączyła się do rozmowy Yanna. - Skoro poezja jest bogiem i wszystko przez nią się dzieję, to każdy utwór i każda myśl do niej należy, także pieśni o rozlegle pojętym chędożeniu.
- Zgadzam się - przytaknął Khalem. - Poza tym każdy lubi coś innego, jedni za sztukę uważają wiersze o walecznych rycerzach i ich kochanicach, drudzy wolą słuchać o dawaniu.
- Oboje jesteście w błędzie - powiedział spokojnie bard. - Owszem, poezja obdarza wszystkich swoimi ideami, jednak tylko niektórzy potrafią właściwie interpretować jej przykazania. Tylko niektórzy posiadają dar odczytywania wyroków, nazywa się ich poetami, kapłanami poezji lub jej prorokami. Oni mają za zadanie przekazać to, czego publika sama nie potrafi zrozumieć. Ważne jest też kształtowanie duszy, żeby mogła właściwie odczytać uniwersalne prawdy, zawarte w poezji.
Krasnolud i czarodziejka wymienili spojrzenia. Khalem wskazał głową rozmarzonego trubadura i popukał się palcem w skroń. Yanna uśmiechnęła się lekko i wzruszyła ramionami.
Las gęstniał, coraz mniej światła przedostawało się przez plątaninę liści. Ucichł śpiew ptaków, wiatr kołysał koronami drzew. Zapadła głucha cisza, przerywana regularnym rytmem kroków. Coś jest nie tak, skonstatował Khalem. Nie zdążył dowiedzieć się, co.
Nie zdążył, gdyż ciszę rozerwała kolejna pieśń rozpoczęta przez barda.
- Nigdy nie masz dość? - zapytał zrezygnowany.
- Może zamiast narzekać, posłuchałbyś chociaż jednej - burknął trubadur.
- Twojego zawodzenia nie dało się nie słyszeć - odparł krasnolud. - Cały czas śpiewasz o rycerzach, księżniczkach, smokach, walce i miłości. O ludziach. Nie słyszałem, żeby bohaterem był przedstawiciel innej rasy.
- Nie rozśmieszaj mnie. Publiczność nie chce znać opowieści o przeklinających, rwących się do bitki krasnoludach, ani o zbyt delikatnych, zbyt wrażliwych elfach.
- Po prostu przyznaj, że większość twojej publiczności stanowią ludzie - powiedziała Yanna.
- Przyznaję. Ludzie szukają dowartościowania, nie wierzą w siebie, dlatego słuchają poezji i marzą. Znacie balladę o dziewięciu łucznikach? To dobrze. Otóż trzech z nich było elfami, a jeden uratował księżniczkę Harillię. Jednakże publika nie potrzebowała informacji, potrzebowała wartości, a najwięcej takich można znaleźć się wśród swoich. Zmieniono trzech elfów na trzech mężczyzn. Rycerz i królewna żyli długo i szczęśliwie, w rzeczywistości zaś zwycięzcę powieszono. Poza tym…
Nie dokończył. Z krzykiem rzucił się na ziemię, kurczowo trzymając ręce przy skroniach. Khalem spojrzał na Yannę, która tępym wzrokiem patrzyła przed siebie, a po chwili upadła. Krasnolud poczuł nagły ból, rozsadzający czaszkę, z trudem mógł złapać oddech. Uklęknął, trzymając kurczowo głowę.
Wąwóz wypełnił się gęstą mgłą.
Trubadur podniósł się, próbując opanować ból. Rozejrzał się. Pośród mgły nie dostrzegł nikogo.
- Hej! - krzyknął. - Gdzie jesteście?!
Odpowiedziała mu cisza. Przeraźliwa, śmiertelna cisza. Chciał zawołać jeszcze raz, lecz strach obezwładnił jego krtań. Oddychał szybko. Niespokojnie rozglądał się wokół siebie, szukając jakiejkolwiek pomocy. Obawiał się samotności. Bał się tego, że zostanie zupełnie sam, dlatego nigdy nie wyruszał samotnie na szlak, zawsze trzymał się blisko ludzi. Robił wszystko, by inni go docenili i nie odtrącali jego towarzystwa. A teraz stał samotnie pośród mgły, nie wiedząc, gdzie jest. Przez jego umysł przebiegło wspomnienie. Miał może dziesięć lat, kiedy ojciec wygnał go z domu. Został skazany na tułaczkę od miasta do miasta, a dokądkolwiek przybył, witany był z pogardą i politowaniem. Wtedy zainteresował się poezją. Liczył, że kiedy zdobędzie uznanie, ludzie nie pozwolą mu być samotnym. Wierzył, że będzie mógł zamknąć przeszłość i nigdy do niej nie wracać. Jednak wspomnienia powróciły wraz ze strachem, paraliżującym jego ciało.
Usiadł na ziemi z podkurczonymi nogami, modląc się w duchu, żeby ktoś go odnalazł. Nie ważne, czy przyjaciel, czy wróg.
Yanna odzyskała przytomność. Leżała na ziemi pośród gęstej mgły. Nie zdążyłam skontrować zaklęcia, pomyślała. Dobrze się przygotował. Nic, trzeba znaleźć tych dwóch i iść dalej, bo...
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy - odezwał się nieprzyjemny głos gdzieś we mgle.
Czarodziejka zadrżała. Pospiesznie wykonała zaklęcie rozpraszające, jednak nic się nie stało. Była zbyt roztrzęsiona, żeby użyć magii.
- Chyba zabłądziłaś, dziewczynko, co? - zapytał nieprzyjemny głos.
Yanna krzyknęła przerażona. Znała ten głos.
Była na trzecim roku studiów magicznych. Po pomyślnym zdaniu egzaminów poszła wraz z innymi znajomymi do gospody, żeby opić wyniki. Nikt jednak nie pił dużo, ze względu na zakazy akademii. O świcie postanowiła wrócić. Aby skrócić sobie drogę, kluczyła mało znanymi, ciemnymi uliczkami. Znała dokładnie topografię miasta, w którym się urodziła. W jednym z zaułków wpadła na podchmielonego mężczyznę z nieprzyjemnym głosem, który złapał ją kurczowo za nadgarstki. Sparaliżował ją strach, nie wiedziała, co ma robić, nie pamiętała ani jednego zaklęcia obronnego. Próbowała się bezskutecznie wyrwać. Po chwili leżała obezwładniona na ziemi z tuniką zadartą na plecy. Krzyczała, lecz nikt jej nie słyszał. Nieznajomy zgwałcił ją, po czym popatrzył na nią wyniośle, zaśmiał się nieprzyjemnie i poszedł dalej. Yanna leżała upokorzona, przez łzy widziała jak odchodził. Poczuła nagły przypływ emocji, złożyła zaklęcie i włożyła w nie całą swoją złość. Olbrzymia kula ognista wystrzeliła z jej dłoni. Nieznajomy, uderzony impetem wybuchu, wyrżnął głową w mur, upadł bezładnie na bruk, jego ubranie zapłonęło. Po tym wszystkim Yanna uciekła z miasta, długo nie mogła dojść do siebie. Wreszcie jednak postanowiła wziąć się w garść i zostawić przeszłość za sobą, zamknąć ten rozdział w życiu i nigdy więcej do niego nie wracać.
Ale przeszłość powróciła wraz ze strachem.
Próbowała pokonać przerażenie, jednak wspomnienia wracały coraz mocniej. Znów we mgle usłyszała nieprzyjemny głos. Była bezradna, nie wiedziała, co ma zrobić. Czekała, pogrążając się w strachu.
Khalem opanował ból, podniósł się z klęczek. Gęsta mgła spowiła cały wąwóz, ograniczając widoczność. Krasnolud zaklął parszywie, wyrażając własny pogląd na jej temat. Trzeba poszukać tych dwoje, pomyślał. Rozejrzał się dookoła, lecz niczego we mgle nie dostrzegał.
- Hej! - zawołał. - Odezwijcie się!
- Nie, błagam, nie rób nam krzywdy - odpowiedział kobiecy głos. - Zrobię wszystko, co zechcesz, tylko zostaw nas w spokoju.
- Weź wszystko, co mamy - dodał męski głos. - Tam leżą pieniądze, tam kosztowności. Tylko proszę, daruj nam życie.
Khalem pamiętał tę rozmowę. Był jeszcze dzieckiem, kiedy wybuchła Wojna Południowa. Ludzie poczuli zagrożenie ze strony innych ras, dlatego zaatakowali. Rycerz w czarnym płaszczu wpadł do jego domu.
Błaganie o darowanie życia.
Przeciągły śmiech rycerza.
Błysk miecza i krótki, zduszony okrzyk.
Khalem czuł się teraz jak mały chłopiec, patrzący z przerażeniem na zabójstwo jego rodziców. Ten obraz towarzyszył mu przez całe życie. Nie związał się z nikim i nie przyjaźnił się, gdyż bał się, że to wszystko starci, że historia zatoczy krąg.
Teraz bał się, że starci wszystko, co do tej pory zdobył.
Spróbował przezwyciężyć strach, odpędzić złe wspomnienie, lecz wracało ono z podwójną siłą.
- Nie! - wykrzyczał na całe gardło. - Nie będę wracał do przeszłości! Wspomnienia niosą strach, a ja nie chcę się już więcej bać!
Ból w skroniach rozsadził czaszkę. Khalem nie zdołał utrzymać się na nogach, upadł na kolana, wydał zduszony okrzyk. Strach osiągnął apogeum, przywoływał wszystkie najgorsze wspomnienia.
- Dość tego - wychrypiał krasnolud. Przełamał strach i ruszył w górę wąwozu, ku spotkaniu z przyszłością.
Nagle strach ustał, ból w czaszce przestał pulsować, mgła się przerzedziła. Ujrzał swoich kompanów. Bard siedział na ziemi z podkurczonymi nogami, czarodziejka niespokojnie rozglądała się ze łzami w oczach. Khalem podbiegł do nich, złapał ich silnie za nadgarstki i wyciągnął w górę jaru. Trubadur i Yanna jednocześnie otrzymali impuls.
„Zostaw to wszystko za sobą. To już przeszłość. Nie opieraj się, idź śmiało w stronę przyszłości, w stronę przeznaczenia.”
Mgła nagle zniknęła, znów znajdowali się w wąwozie, otoczonym gęstymi drzewami. Nastała cisza.
- Dziękuję - powiedziała Yanna i obdarzyła krasnoluda pięknym uśmiechem.
- Rany, co to było? - zapytał zdziwiony poeta.
- Pułapka magiczna trzeciego stopnia - odrzekła. - Bardzo silna i bardzo dobrze ukryta. Widocznie spodziewa się naszego przybycia. Khalemie, gdyby nie ty, w najlepszym wypadku stracilibyśmy zmysły. Dziękuję jeszcze raz.
- Pierwszy raz słyszę o czymś takim - powiedział trubadur. - Jak ty to zrobiłeś, krasnoludzie?
Khalem westchnął.
- Strach rodzi się z przeszłości - odparł. - Jeśli zawsze oglądasz się na to, co było, nigdy nie zrobisz kroku w przyszłość. Nie poruszysz się, dopóki nie zdasz sobie sprawy, że tak naprawdę najbardziej obawiasz się samego strachu.
- Masz rację - potwierdziła Yanna po chwili ciszy. - Ruszajmy, nie zostało już wiele czasu. 

Ostrzegam, to jest WPRAWKA, nie opowiadanie, ale jakby jego część, która nie ma kontynuacji. Jest to dla mnie bardzo ważna wprawka, więc potrzebuję opinii na jej temat!


Głosuj (0)
9/07/2011 17:04:12 [Powrót] Skomentuj

|| kedziorekson ||
naprawdę rewelacja, bardzo mi się podoba, czekam na dalsze opowiadania:]
brak www || data: 6/12/2011 21:49:27
static-78-8-111-62.ssp.dialog.net.pl || IP: 78.8.111.62
|| Verrine ||
I jeszcze jedno: dobry pisarz nie używa wielokropków i wyrazów mocno nacechowanych, żeby oddać klimat. Unikaj patetyczności, górnolotności, moralizatorstwa i wyskokowych słów w opisie - lepiej wkładać je w usta postaci. Te środki bardzo denerwują przy czytaniu. Napięcie można osiągnąć poprzez urywane zdania, równoważniki.
brak www || data: 11/07/2011 23:48:30
87-206-234-173.dynamic.chello.pl || IP: 87.206.234.173
|| Verrine ||
Poprawki i uwagi wysłałam Ci mailem, więc nie będę się powtarzać. Zgadzam się z osobą, która komentowała opowiadanie przede mną: lekkie pióro, bardzo mało błędów (ostatnio poprawiałam znajomej licencjat i miała znacznie więcej, więc nie spodziewałam się, że tutaj będzie tak dobrze ;)). Powtórki ze "strachu" nie tyle do poprawki, co do zamiany na "lęk", bo psycholog społeczny by się uczepił :) Z konstatacjami też trzeba uważać. Poza tym więcej rubaszności, mniej poezji u krasnoluda.
Opis wąwozu super. Pasuje do Twojego stylu (byle nie "przepatetyzować"), nie nudzi, a daje pole do wyobraźni. Bardzo podobały mi się wstawki z historii świata: szkoła magii, nazwy, Wojna Północna. Kocham to w fantasy.
Moja rada: czytać, czytać, czytać książki. Wzbogaca się słownictwo, wyczucie kolokacji i utrwalają się związki frazeologiczne. I sięgać po dobre książki, niekonieczne fantasy, bo te akurat wyższych lotów nie są (oprócz moich ulubionych: Sapkowskiego, Jabłońskiego, Dukaja, Carrey, a ostatnio Martina), ale także skuś się na literaturę klasyków. Wspominałeś, że podobał Ci się Dostojewski (przeczytaj w całości jego książki). Ja polecam Nabokova, Bułhakowa, Marqueza. Oni nie piszą nudnych, flakowatych poemów.
brak www || data: 11/07/2011 23:44:00
87-206-234-173.dynamic.chello.pl || IP: 87.206.234.173
|| Jemens ||
Dziękuję, tego właśnie mi było trzeba! Dzięki za poprawienie błędów, które rzeczywiście wynikają wyłącznie z mojej nieuwagi. Możesz liczyć na to, że często będę się do Ciebie zwracał. ;)
I dalszej części nie będzie, to tylko wprawka, żeby sprawdzić po długiej przerwie, czy jeszcze cokolwiek pamiętam. :)
Jeszcze raz dzięki :)
brak www || data: 11/07/2011 13:09:20
acnp61.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.10.169.61
|| Sylwia ||
Od razu uprzedzam, że nie czytałam wiele utworów fantastycznych i nie mam porównania z np. Sapkowskim czy Tolkienem, dlatego będę kierować się subiektywnym zdaniem.
Styl bardzo dobry. Masz lekkie pióro i swobodnie łączysz wszystkie formy. Świetny opis doliny, dobrze dobrane metafory, plastyczność. I drugą rzeczą, która przykuła moją uwagę był fragment o zabiciu rodziców Khalema - niezłe zastosowanie równoważników, które dodaje dynamiki i działa na wyobraźnię. Dialogi dobrze prowadzone, początkowo miałam zastrzeżenia do zapisu, ale po przejrzeniu kilku książek w jednej natknęłam się na taki zapis, jaki stosujesz, więc nie będę się czepiać.
Ogólnie: pomysł dobry, wprawka ciekaw i dynamiczna. Gdyby całość, w jakiej będzie zawierać się ten fragment, była pisana na tym poziomie, byłaby to niezła powieść.
A teraz trochę mniej przyjemnych rzeczy, żebyś w samozachwyt nie popadł.
"Może też napisać balladę, w której opisze cię w bardzo złym świetle." - napisać, opisze - stylistyka. Ukaże w bardzo złym świetle?
"Owszem, poezja obdarza wszystkich swoimi ideami, jednak tylko niektórzy potrafią właściwie interpretować jej przykazania. Tylko niektórzy posiadają dar odczytywania wyroków, nazywa się ich poetami, kapłanami poezji lub jej prorokami." - niektórzy, niektórzy - powtórzenie. Może celowe, ale z tego to nie wynika. "Nieliczni posiadają dar..."?
"Przeraźliwa, śmiertelna cisza. Chciał zawołać jeszcze raz, lecz strach obezwładnił jego krtań. Oddychał szybko. Niespokojnie rozglądał się wokół siebie, szukając jakiejkolwiek pomocy. Obawiał się samotności." - moim zdaniem "obawiał się" to za łagodne słowo w stosunku do poprzednich wyrażeń (przeraźliwa, śmiertelna, strach obezwładnił).
"Nie ważne, czy przyjaciel, czy wróg." - nieważne, razem.
"Teraz bał się, że starci wszystko, co do tej pory zdobył." - straci, literówka.
"- Nie! - wykrzyczał na całe gardło. - Nie będę wracał do przeszłości! Wspomnienia niosą strach, a ja nie chcę się już więcej bać!
Ból w skroniach rozsadził czaszkę. Khalem nie zdołał utrzymać się na nogach, upadł na kolana, wydał zduszony okrzyk. Strach osiągnął apogeum, przywoływał wszystkie najgorsze wspomnienia.
- Dość tego - wychrypiał krasnolud. Przełamał strach i ruszył w górę wąwozu, ku spotkaniu z przyszłością.
Nagle strach ustał, ból w czaszce przestał pulsować, mgła się przerzedziła." - krótki fragment, a słowo "strach" użyte cztery razy.
Ocena: bdb-. Minus za błędy, piątka za pomysł i swobodę pisania, bo to naprawdę masz dopracowane. Czekam na dalszą część.
brak www || data: 11/07/2011 11:46:07
178.183.180.58.dsl.dynamic.t-mobile.pl || IP: 178.183.180.58